Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plan. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 kwietnia 2013

Nadszedł ten dzień

Tym razem zgodnie z planem :)
Przeprowadziliśmy się.
Jak sami wiecie - łatwo nie było. Ale jest to cudowne uczucie... Wierzcie lub nie, ale udało się nam! Delektujemy się szczęściem.
Czegoś takiego życzę każdemu.

czwartek, 18 kwietnia 2013

To już jutro!


Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale...


Już jutro przeprowadzamy się do naszego m! Dzięki niesamowitemu wsparciu, które uzyskaliśmy z każdej strony a szczególnie od szwagrów, wykończyliśmy mieszkanie i nie daliśmy się przy tym wykończyć. Co więcej całość trwała bardzo krótko. Szast, prast i po sprawie. Wiadomo - zostało jeszcze kilka drobiazgów - ale łazienka i kuchnia są. Dlatego mamy na jutro zamówioną ekipę i według planu już wieczorkiem będziemy u siebie :)


czwartek, 28 lutego 2013

Trochę czasu to zajęło

Przyznaję. Zajęło nam to bardzo dużo czasu. Właściwie to nie spodziewałem się, że to może komukolwiek zająć aż tyle czasu. Ale nam się udało. Udało nam się kupić mieszkanie w raptem 49 miesięcy...

Wiele się w tym czasie zmieniło. Przede wszystkim dzieciory nie są już takie małe jak kiedyś. Są duzi i mądrzy. Tutaj możecie podziwiać co potrafią.

Tak czy inaczej, mimo zmian i upływu czasu, jesteśmy tu. Stoimy w nim. Rozglądamy się po nim. Dotykamy go. Aż ciarki przechodzą. Takiego uczucia życzę każdemu!

Dziś dostaliśmy klucze.


poniedziałek, 12 marca 2012

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Coraz bliżej Święta

Jest kilka rzeczy o których wypadałoby napisać w tym, najprawdopodobniej ostatnim wpisie w tym roku.

Choinka
Na początek najważniejsze: mamy choinkę! Niby prozaiczna sprawa, ale nam co roku sprawia wiele problemów. Spróbujcie znaleźć w Krakowie sosnę! Jest wszystko: jodły, świerki, jabłonie i modrzewie. Ale jak na złość o sosny strasznie trudno. A jak wiadomo, bez sosny, to tak jakby z plastikiem...

sobota, 21 lutego 2009

Krakowskie becikowe - czyli ile kosztuje niewiedza

To, że niewiedza kosztuje, wiedzą wszyscy. Wczoraj mieliśmy okazję przekonać o tym na własnej skórze. A było to tak.

Kilka lat temu, we wspaniałym mieście Krakowie, wydarzyła się cudowna historia. Do naszej dwuosobowej, na ten czas, Rodzinki przybyło Dziecko. Nie takie zwykłe dziecko tylko właśnie Dziecko. Wraz z Jego przybyciem na barki Taty spadł obowiązek załatwienia kilku spraw urzędowych. Między innymi konieczne było złożenie wniosku o becikowe. I wtedy właśnie objawiła się niewiedza, która kosztuje. Nie dość, że wniosek o becikowe trafił nie do tego urzędu co trzeba, to jeszcze błędny wybór urzędu skutkował brakiem wniosku o tak zwane gminne becikowe, które Rodzince przysługiwało, choć ona o tym nie wiedziała. Jak się okazuje, różnica pomiędzy miejscem zameldowania a miejscem zamieszkania, jest jednak znacząca. Rodzinka żyła, tym samym, w niewiedzy przez kilka lat.

Ostatnio historia zatoczyła koło i do trzyosobowej, tym razem, Rodzinki przybyło Drugie Dziecko. Rodzinka radośnie zmieniła statut na Rodzinkę czteroosobową, a Tata znów stanął przed ciężkim urzędniczym zadaniem. Tu jednak historia popłynęła troszeczkę innym korytkiem. Z niewiadomych przyczyn Tata przed wyjściem z domu wykonał telefon i sprawdził gdzie dokładnie powinien złożyć wniosek o becikowe. Oczywiście chodziło o Wydział Świadczeń Socjalnych Urzędu Miasta Krakowa przy ul. Stachowicza 18. I jakże miła niespodzianka spotkała Tatę na miejscu, gdy okazało się, że mimo zameldowania obojga rodziców poza Krakowem i tak przysługuje im gminna jednorazowa zapomoga finansowa z tytułu urodzenia się dziecka. Jednak warunek jest taki, że rodzice w Krakowie mieszkają i pracują a samo miasto stanowi centrum ich życia. W celu poświadczenia powyższego należy złożyć stosowne oświadczenie oraz ksero np. umowy najmu.

Tata wszystkie papiery dostarczył i złożył w urzędzie w piątek trzynastego i jakież było zdziwienie całej Rodzinki, gdy już tydzień później (czyli wczoraj) odebrali listowne potwierdzenie przyznania zapomogi. Jeszcze bardziej zaskakujące było, że pieniążki na koncie pojawiły się w kilka godzin po przyjściu listu.

Cała historia skończyła się bardzo dobrze, choć pozostało pewne poczucie straty - przecież kilka lat wcześniej również można było postarać się o dodatkowe becikowe. Mówi się trudno i płynie się dalej. Nauczka jest - byleby nie zabłądziła w lesie.

Biorąc pod uwagę powyższe, należy skorygować nieco nasz stan zasobów z którymi kroczymy po wymarzony cel - mieszkanie. Na początku wyglądało to tak. A teraz:
Tata - 1szt.
Mama - 1szt.
Dzieci - 2szt.
Kot - 1szt.
Tysiące PLNów leżących na koncie w banku - 7szt.
Tysiące PLNów co miesiąc zasilających nasze konto w banku - 5szt.
Tysiące pieluch co godzinę zasilających podłogę wokół nieopróżnionego kosza na pieluchy - 10szt.
Czas - 0,001szt.
Determinacja - tli się gdzieś na dnie z powodu braku czasu i/lub lenistwa (niepotrzebne skreślić).

Sytuacja finansowa wygląda coraz lepiej, trochę słabiej - zasoby czasu. Ale nie ugniemy się! Za niedługo coś w nas pęknie, powstaniemy, pójdziemy i kupimy mieszkanie!

A przynajmniej obejrzymy sobie jakieś z bliska.

piątek, 23 stycznia 2009

Rozeznanie na rynku nieruchomości

W tym roku hitem będzie "Kredyt z dopłatą". To bardzo interesująca dla nas propozycja. Na pewno weźmiemy taką opcję pod rozwagę, o ile ceny mieszkań w naszym mieście osiągną przewidziany w ustawie, jak na razie ciągle jeszcze wysoki, pułap. Ale widać światło w tunelu. Jeżeli przepowiednie się spełnią, "Rodzina na swoim" wchodzi do gry.

Niestety, w dalszym ciągu, nie dość, że mieszkania są dość drogie, to jeszcze trudno pożyczyć na mieszkanie. Na całą sprawę patrzymy jednak optymistycznie. Czekamy aż sytuacja na rynku kredytów się uspokoi i wtedy wkraczamy do akcji. Poza tym cały czas przed nami bardzo prawdopodobne obniżki stóp procentowych - a nie wykluczamy kredytu w złotówkach.

Na wypadek, gdyby wszystkie nasze nadzieje zawiodły, mamy jeszcze wsparcie pana Pawlaka, który deklaruje, że Państwo pożyczy na wkład.

Tak, czy inaczej, zabieramy się na poważnie za tworzenie planu. Decyzję przekuwamy w cel:
W tym roku kupujemy mieszkanie.

Jak mamy cel, to będzie nam łatwiej. Sami spróbujcie. Mając jasny, klarowny cel, najlepiej opisany jednym zdaniem, automatycznie lżej się oddycha. Nie ma już domysłów, zmian, niedopowiedzeń. Teraz już wiadomo, o co chodzi.

Zatem mamy cel. Teraz pracujemy nad planem, aby ten cel osiągnąć. Dziś prezentujemy pierwszy punkt planu. Roboczo nazywamy go "Rozeznaniem na rynku nieruchomości". Już w lutym (a może jeszcze w styczniu - zależy to od naszej Córki), gdy będę w stanie wygospodarować trochę wolnego czasu w ciągu dnia, wykonam kilkanaście/kilkadziesiąt telefonów do różnych deweloperów/pośredników. Zamierzamy zorientować się, jak tak naprawdę wygląda sytuacja na rynku nieruchomości. Nie można się opierać jedynie na rewelacjach opisywanych przez gazety lub czasopisma. Mamy nadzieję, że w rezultacie tych telefonów będziemy mieć szansę przyjrzeć się z bliska kilku inwestycjom. Nie chodzi oczywiście o podpisywanie od razu umów. Raczej o rekonesans i nabycie doświadczenia w rozmowach z "ludźmi z branży". Nie nastawiając się na nic i nie będąc pod presją łatwiej rozmawiać o konkretach.

Wynik tego rozeznania oczywiście opublikujemy na blogu. Tymczasem, w następnych odcinkach zaprezentujemy kolejne punkty planu. O ile zdążymy je wymyślić.



czwartek, 22 stycznia 2009

Po co komu blog o szukaniu, kupowaniu mieszkania?

Kupno mieszkania dla jednych jest, jak każdy inny zakup - telewizor, pralka, samochód. Dla innych natomiast jest trudnym i problematycznym procesem, szczególnie w przypadku kupna na kredyt zaciągany na kilka dziesięcioleci. Niestety, my należymy do tej drugiej kategorii. Pomysł kupna własnego mieszkania przeraża nas. Myśl o kredycie na 30 lat i racie 2000 zł płaconej co miesiąc paraliżuje. Kolejne etapy: wizyty u sprzedawców, deweloperów, w bankach, urządzenie mieszkania, przeprowadzka wymagają poświecenia czasu. A czasu, oczywiście jest mało. Szczególnie u młodych rodziców. Dlaczego więc zwiększać sobie obciążenie poprzez prowadzenie bloga?

Kilka odpowiedzi:
  1. Uporządkowanie informacji. Blog ma być miejscem, gdzie będziemy składować różne informacje istotne dla nas podczas realizacji naszego planu.
  2. Tak czy inaczej mielibyśmy notatki z wizyt w kolejnych mieszkaniach, w bankach. Na pewno prowadzilibyśmy jakieś wyliczenia itp. wszystko po to, żeby móc do nich wrócić i porównać. Blog może być takim składowiskiem. Wpisom można nadawać etykiety kategoryzując je.
  3. Kupno mieszkania to może być ciekawa przygoda. Spróbujemy ją opisać, tak subiektywnie, tak z naszego punktu widzenia a nie tak, jak w gazetach i poradnikach.
  4. Mamy nadzieję, że ten blog będzie stanowić jakieś specyficzne kompendium wiedzy dla czytelników, którzy mają przed sobą podobną drogę. Może dzięki temu nie popełnią błędów, które my popełnimy?
  5. Jeżeli znajdzie się grono czytelników, być może doświadczonych, mamy nadzieję uzyskać od Was jakąś pomoc. Może dzięki temu my nie popełnimy błędów, przed którymi nas ustrzeżecie?

Jest jeszcze jedna ważna kwestia. Dzięki temu, że jest blog i, że jest on czytany mamy większą motywację. Bo przecież, dopóki nie ponieśliśmy żadnych kosztów, w każdej chwili możemy się wycofać nie ponosząc strat. I również dlatego powstał blog. Żeby takie myśli, nawet jak przyjdą do głowy - od razu z niej wylatywały. Od dziś zaczynamy promocję bloga, początkowo wśród rodziny i znajomych.

Głównym prowadzącym bloga jestem ja, czyli Tata. Często będę pisać w imieniu całej Rodzinki, redagowany, cenzurowany i autoryzowany przez Mamę, ale czasami napiszę coś od siebie, tak jak teraz. To jest mój pierwszy blog. Mama ma swojego bloga od dłuższego czasu. Ja też chciałem mieć swojego i to jest chyba jeszcze jedna przyczyna jego powstania. Przy okazji więc będzie mi służyć jako poligon doświadczalny. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.

Napiszcie w komentarzach, co sądzicie o blogu. Wiemy, że na razie jest jeszcze mało wpisów i mało konkretów, ale ogólny zarys i plan przedstawiliśmy. Wypowiedzcie się - Wasze zdanie jest dla nas ważne. Ten blog jest również dla Was.




poniedziałek, 19 stycznia 2009

Coraz więcej "za"

GUS podał, że w 2008 roku do użytku oddano rekordową ilość mieszkań: 163833. Eksperci, komentując te informacje, postawili tezę, że tak dobrego wyniku branża budowlana nie powtórzy przez najbliższych kilka lat. Ponadto najbliższego odbicia można się spodziewać na rynku najwcześniej za dwa lata.

Odbicie na rynku mieszkań nastąpi w 2010 r.

Skoro ceny mieszkań w 2010 roku mogą rosnąć, to znaczy, że ten rok jest dobrym wyborem na kupno mieszkania. Tym bardziej, że w tym samym roku prawdopodobnie wejdzie w życie Rekomendacja T, która może odciąć naszą rodzinkę od kredytu hipotecznego.

Dlatego ustaliliśmy, że jeszcze w tym roku sfinalizujemy transakcję kupna naszego mieszkania. I to już lepiej brzmi, niż "kupujemy mieszkanie". Nasz cel nabiera kolorów:

W tym roku kupujemy mieszkanie.




niedziela, 18 stycznia 2009

Stan początkowy

Szukanie mieszkania to nie jest taka prosta sprawa. Tym bardziej, że to ma być wyjątkowe mieszkanie. Dlatego postanowiliśmy działać zgodnie z jakimś planem. Planu jeszcze nie ma, ale jak wiadomo - co nagle to ...

W każdym bądź razie od czegoś trzeba zacząć. Na początek sprawdziliśmy z czym startujemy. Co już mamy. Jaka jest nasza baza. Potem przeanalizujemy ten stan początkowy i zobaczymy, czy to co jest wystarczy na początek, czy może będzie trzeba coś jeszcze dorzucić zanim wystartujemy w tę podróż.

Nasze zasoby na początek:
Tata - 1szt.
Mama - 1szt.
Dzieci - 1szt. (drugie w drodze ;)
Kot - 1szt.
Tysiące PLNów leżących na koncie w banku - 5szt.
Tysiące PLNów co miesiąc zasilających nasze konto w banku - 5szt.
Czas - 0,5szt.
Determinacja - jak zwykle na początku - wysoka.

Tak... plecak wypchany po brzegi. No to w drogę! Zabieramy się za analizowanie...

środa, 14 stycznia 2009

Gdzie to my byliśmy...

A tak, Decyzja.
Decyzja, jak już zapewne wiecie z poprzedniego wpisu została podjęta. Tak, właśnie tak! Kupujemy mieszkanie!
I to nie byle jakie mieszkanie. "Nasze Pierwsze Mieszkanie".

Prosta sprawa, powiedzieć "kupujemy". Teraz pora pokazać, że reszta też nie jest tak trudna, jak się wydaje.

Do kupna mieszkania przymierzaliśmy się już kilkukrotnie. Zawsze pojawiały się okoliczności, które nas od tego odwodziły. Albo wyprowadzka do innego miasta, albo przyjście na świat potomka, albo horrendalne ceny nieruchomości. Tym razem jednak nie zamierzamy tak łatwo odpuścić. Podnosimy tę rękawicę, stajemy twarzą w twarz z problemem, zakasujemy rękawy!

Sytuacja na rynku mieszkaniowym w Polsce jest teraz dość ciekawa. Po kilku latach bujania w chmurach ceny mieszkań pomału, acz uparcie zniżają się do przyziemnych poziomów. To stwarza szansę dla takich jak my. Tych, którzy nie potrafili bądź nie mogli podjąć takiej decyzji kilka lat temu.

Więc czas powiedzieć "Do dzieła!"

Mamy gorącą nadzieję, że blog ten trafi do ludzi w podobnej sytuacji, co nasza. Do tych, którzy przymierzają się do zakupu swojego (niekoniecznie) pierwszego mieszkania. Chcemy pokazać jak my się do tego zabieramy, jakie błędy popełniamy i jakie sukcesy odnosimy. Być może pomoże on (ten blog) czytelnikom (Wam) w stoczeniu podobnej bitwy i odniesieniu sukcesu na tym polu.



wtorek, 13 stycznia 2009

Decyzja

Kupujemy mieszkanie.