Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szukanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szukanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 lutego 2013

Trochę czasu to zajęło

Przyznaję. Zajęło nam to bardzo dużo czasu. Właściwie to nie spodziewałem się, że to może komukolwiek zająć aż tyle czasu. Ale nam się udało. Udało nam się kupić mieszkanie w raptem 49 miesięcy...

Wiele się w tym czasie zmieniło. Przede wszystkim dzieciory nie są już takie małe jak kiedyś. Są duzi i mądrzy. Tutaj możecie podziwiać co potrafią.

Tak czy inaczej, mimo zmian i upływu czasu, jesteśmy tu. Stoimy w nim. Rozglądamy się po nim. Dotykamy go. Aż ciarki przechodzą. Takiego uczucia życzę każdemu!

Dziś dostaliśmy klucze.


wtorek, 23 lutego 2010

Dokąd po Rodzinę na swoim?

Dziś będzie krótko i zwięźle. Oto lista banków, do drzwi których można pukać, jeżeli chce się otrzymać dopłaty do kredytu hipotecznego w ramach pewnego programu rządowego. Oczywiście nikt nie zabroni pukać do drzwi innych banków. W końcu żyjemy w wolnym kraju. Warto jednak pamiętać, że nie wszystkie banki podpisały umowę z BGK, a co za tym idzie, łatwo znaleźć takie drzwi, za którymi na hasło: "Rodzina na swoim", ludzie robią dziwne miny, a niektórzy pewnie nawet po kryjomu pukają się w głowy...

środa, 18 listopada 2009

Internet jest po naszej stronie

W natłoku obowiązków związanych z opieką i wychowaniem pofpolów, niezmiernie trudno jest znaleźć czas na realizację własnych marzeń. Nie pozostajemy jednak bezczynni i każdą (jedyną) wolną chwilę tygodnia spędzamy na przekopywaniu serwisów ogłoszeniowych. Jak na razie bez widocznych rezultatów, choć nie ustajemy w poszukiwaniach.

sobota, 10 października 2009

Pierwsze dni z nowymi limitami

Nowy limit w programie Rodzina na swoim, ten, który nas najbardziej interesuje - krakowski, wygląda bardzo interesująco. Pomalutku się z nim oswajamy, badamy go z każdej strony i ostrożnie głaszczemy. Nie jest do nas jakoś szczególnie bojowo nastawiony, więc nawet spanie z nim w tym samym pokoju nas nie niepokoi. A ponieważ pojawił się w naszym życiu tak niespodziewanie, koniecznie musieliśmy się z tym przespać. Nie obawiamy się, że w nocy, pod osłoną ciemności rzuci się na nas z zębami. Właściwie, to jest taki dość milutki i łasi się niemiłosiernie. Ale ciągle jeszcze nie wiemy, czy jest mały, ale wygląda na duży, czy wręcz przeciwnie, jest ogromny, ale nam się wydaje za mały...

niedziela, 5 kwietnia 2009

Jajka pomalowane

Przygotowania do świąt idą pełną parą. Kartki świąteczne wypisane, jajka pomalowane, bak napełniony. Staramy się, bezskutecznie, trwać przy naszym postanowieniu, że nie będziemy myśleć o mieszkaniu aż do świąt.

Bezskutecznie dlatego, że Tata był wczoraj w ostatnim, przed czwartkowym wyjazdem, umówionym do oglądania mieszkania. I okazało się, że nie jest to może, opisywane przez nas wcześniej, mieszkanie idealne, ale posiada niemal wszystkie jego cechy. Poza dwiema. Po pierwsze, nie ma piwnicy czy też, jak kto woli, komórki lokatorskiej, choć posiada oddzielny, zamykany garaż ze sporą wnęką, gdzie spokojnie zmieszczą się rowery, kilka regałów, stare łóżko, stół i kilka krzeseł, więc ujdzie. Po drugie, jest trochę droższe niż limit zakładany przez "Rodzinę na swoim", mimo, że limit wzrósł. Tak, jest w naszym zasięgu, nawet jeśli nie zdecydujemy się na pomoc rządu, ale nie będziemy mieli możliwości wykończenia go. A przecież, nie po to się kupuje mieszkanie, żeby potem mieszkać na betonie przez 30 lat, do czasu spłaty kredytu. Choć i takie myśli chodzą nam po głowach. Co ciekawe, mieszkanie jest z rynku wtórnego, ale nie wykończone - nadal w stanie deweloperskim.

Nie pozostaje nam nic innego, jak próba negocjacji ceny. Jeżeli się nam powiedzie, to szybciutko załatwiamy kredyt, finalizujemy transakcję, i bierzemy się za malowanie ścian, meblowanie wszystkich trzech pokoi, siedzenie w niedzielne popołudnia na balkonie z widokiem na zieleń, montowanie półek w garderobie i spiżarni, instalację wanny, układanie 63 metrów kwadratowych podłóg i wiele, wiele innych cudownych czynności, o których nie możemy obecnie przestać myśleć. Żeby się tylko udało. Macie może jakiś sprawdzony sposób na zbicie ceny?

I w takim właśnie stanie wewnętrznego chciejstwa oczekujemy na nadchodzące kilka dni wolnego. Korzystamy z wiosny, spacerując nad stawami, wdychając świeże powietrze i delektując się ciepłymi promieniami słońca. Bardzo się staramy nie myśleć o mieszkaniu. Naprawdę.

poniedziałek, 30 marca 2009

Należy nam się przerwa

Znów mamy kryzys. Nie chodzi nam o kryzys finansowy - na tym polu akurat odnosimy sukces za sukcesem. Tata dostał w pracy "Nagrodę w ramce" wraz z gratyfikacją finansową i wciąż czekamy na zwrot nadpłaconego w zeszłym roku podatku - ach ta "ulga na dzieci". Dopadł nas jednak kryzys przy realizacji naszego planu. Do tego za oknem nie jest miło. Wiosna zawitała jednego dnia i zmyła się wraz z deszczem. Błoto klei się do butów. Wszystkie inwestycje i place budów wyglądają tak samo. Odbiera nam to energię.

Dziś Tata odwiedził bardzo drogie mieszkanie. Mieszkanie drogie aż do przesady, przynajmniej w naszym odczuciu. Jeszcze kilka miesięcy temu byłoby w cenie, powiedzmy, przeciętnej. Dziś ta sama cena, a wrażenie jakby trochę inne. Mieszkanie ładne, przestronne (prawie 70 metrów kwadratowych), stan deweloperski, a jakże, ale dużo lepiej wygląda niż mieszkanie oglądane w zeszły czwartek. Ściany proste, balkon duży, wykończony, okna drewniane, klatki schodowe duże, przestronne, winda, deweloper dobrze nam znany, bo jego mieszkanie było nam dane wynajmować przez kilka miesięcy. Ocena, jednym słowem, "dobra". Ale w dwóch słowach: "nie dobra". Brak zieleni dookoła, widok z okien na ścianę budynku na przeciwko, po drugiej stronie rozgrzebany plac budowy, na którym stoi niedokończony jeszcze dom a powstanie (albo teraz albo za kilka lat) jeszcze jeden, zasłaniając całkiem dostęp światłu. Tak naprawdę - bez rewelacji.

Lepsze mieszkanie widzieliśmy w sobotę, akurat, gdy wiosna łaskawie zechciała się zaprezentować. Być może nasz entuzjazm tą właśnie wyczekiwaną porą roku jest podyktowany, ale powiedzieliśmy sobie: Tak, to jest to mieszkanie. Bierzemy. Tylko, że cena, tak, jak tego oglądanego dzisiaj, nie z tej planety. Chyba, że macie zbędne 100000zł, które chcielibyście nam ofiarować? Jeżeli tak, to dajcie znać w komentarzu poniżej. Dogadamy się co do szczegółów.

Z ciekawości rzuciliśmy dziś okiem na ceny domów i mieszkań na rynku wtórnym. Tak właściwie, to chyba nie jest źle. Te same ogłoszenia wiszą już od kilku miesięcy, a ceny przy nich spadają. Kilka z nich wygląda nawet atrakcyjnie. Nawet do tego stopnia, że być może zainteresujemy się niektórymi. Wygląda to tak jakby nadchodził rynek kupującego.

Tylko to czekanie na okazje jakoś nas irytuje. Rozmawiamy, oglądamy, porównujemy i ciągle wychodzi, że jest drogo i że kredyt to raczej na 40 lat niż na 10 a rata to raczej 50% wypłaty niż 10%.

A na dodatek, wciąż chodzi nam po głowach własny ogródek obok własnego domku.

Chyba jednak bez porządnej dawki wiosny się nie obejdzie. Musimy trochę odsapnąć. Postanowiliśmy, że do świąt trochę zwolnimy i powrócimy do tematu po lanym poniedziałku. Przecież do końca roku mamy na to czas. Odbębnimy jeszcze tylko dwa spotkania w bankach i luz.

Aha, tak swoją drogą, to nie wiemy, czy wiecie, ale mamy Doradcę Finansowego! Serio. Tata spotkał go na ostatnich targach. Doradca nam doradza i sprawdza zdolność kredytową. Dziś dostaliśmy od niego warunki, na jakich możemy dostać kredyt w PKO BP na mieszkanie, którego chyba nie chcemy kupić. W każdym razie, zdolność jest, nawet wystarczy na wykończenie. Napisał też, że mieszkania zapewne potanieją, ale za to banki jeszcze nie zamierzają wchodzić w kredyty hipoteczne, a przynajmniej nie na taką skalę jak w przeszłości.

Wracając do wykończenia, poza tym, że jesteśmy wykończeni, planujemy też jak będzie wyglądać to nasze wymarzone mieszkanko. Tu prym wiedzie głównie Mama, która sporządziła arkusz kalkulacyjny i umieszcza w nim podłogi, meble, lampy a nawet drzwi i pozostałe sprzęty, które będą nam niezbędne do życia na nowym. Przy każdej pozycji notuje skrupulatnie ceny, dodaje linki do stron znalezionych w sieci i dodaje swoje komentarze. Wygląda to mniej więcej tak:

karnisze podwójne drewniane http://www.laura-styl.pl/karnisze/karnisz- vegas-oslash-27-19-d-b-stary/700 160,00 zł
parapet w mozaice 3 sztuki (40cmx40cm) http://www.eplytki.pl/oferta.php?op=product&id=47521 160,00 zł
gniazdka internetowe, podwójny włączniki, 4 podwójne gniazdka http://www.dobregniazdka.pl/kategoria/alpina-dab/1 220,00 zł
dywan ok.150 cmx 200cm http://www.e-dywany.pl/offer,list,1 ,3008,dywan_shaggy_67010_l. brown_160_x_230_.html 230,00 zł


W ten prosty sposób szybko, łatwo i przyjemnie możemy policzyć ile będzie nas kosztowało życie w wybranym przez nas wykończeniu. Polecamy takie podejście. Zawsze można łatwo wprowadzić poprawki i wszystko jest w jednym miejscu.

To chyba tyle na dziś z naszej strony. Czekamy na Wasze komentarze i uwagi. Jak Wam idzie szukanie mieszkania? Czy macie jakieś sprawdzone sposoby? A może znaleźliście już to czego szukacie?

Na koniec dodamy, że z pewną niecierpliwością czekamy na pierwszego kwietnia, bo tego właśnie dnia będą ogłoszone nowe limity ceny za metr w ramach programu rządowego "Rodzina na swoim". Z Anonimowego źródła wiemy, że nowy limit to okolice 5350zł dla Krakowa. To by oznaczało, że kilka mieszkań, które widzieliśmy, mogłoby wpaść do programu nawet bez licytowania. Ciekawe co na to pozostali deweloperzy.

niedziela, 22 marca 2009

Teraźniejszość

Nadszedł i minął kolejny weekend. Na blogu nic się prawie nie wydarzyło, poza tym, że zmienił się trochę wygląd strony głównej. Teraz na dzień dobry można poczytać zajawki kilku wpisów a po kliknięciu w "Czytaj dalej..." pojawia się konkretny wpis w całej swej okazałości.

W najbliższym czasie planujemy dodać też listę wpisów posortowaną według ilości komentarzy. Dzięki temu będziecie mogli szybko się dowiedzieć, które wpisy na blogu są najpopularniejsze. Tymczasem zachęcamy do skorzystania z opcji kanałów RSS i subskrypcji e-mailowej. Dzięki temu będziecie informowani o każdym nowym wpisie dokładnie wtedy gdy on się pojawi. Tyle o przyszłości, wróćmy jeszcze na chwilę do przeszłości.

Mimo tego, że na blogu wpisów jak na lekarstwo, w sprawie poszukiwania mieszkania nie próżnujemy. Mało tego, zaczęliśmy już płynnie przechodzić do kolejnego etapu a mianowicie poszukiwań kredytu. A żeby było jeszcze ciekawiej, posunęliśmy się nawet do myśli o urządzaniu naszego przyszłego gniazdka. Bieg spraw nabrał takiego tempa z prostej przyczyny. Obejrzeliśmy jakieś mieszkania. Wyzwoliło to w nas potrzebę brnięcia dalej, zasmakowaliśmy w tym. Do tej pory nie byliśmy jeszcze nigdy tak daleko. To prawda, że oglądaliśmy już wcześniej mieszkania, ale do tej pory z myślą o wynajmie. Tym razem oglądaliśmy miejsce, gdzie być może za kilka lat nasze dzieci będą się bawić, uczyć, opowiadać nam o tym jak im minął dzień w szkole, albo zapraszać koleżanki i kolegów. Wiemy, że trudno w to uwierzyć patrząc na nich teraz, ale podobno my też w ich wieku rozbijaliśmy sobie głowy o framugi i byliśmy w stanie, jedząc parówki, wysmarować ketchupem siebie, ściany (pamiętać o farbie, którą można myć do nowego mieszkania), rodziców i kota.

W ten sposób, natchnieni, spędzamy każdą możliwą chwilę na porównywaniu. Porównujemy wszystko co nam do ręki wpadnie: oferty deweloperów, kształty mebli, oprocentowanie kredytów, kolory ścian, powierzchnie, kubatury, smaki serków pleśniowych, a jeżeli nic akurat w rękach nie mamy - linie papilarne lewej ręki z liniami papilarnymi ręki prawej. Ponadto spacerujemy. Są to miłe weekendowe, rodzinne spacerki od jednego placu budowy do kolejnego. Okazało się, że nie ma takiej inwestycji w promieniu dwudziestu kilometrów, do której nie bylibyśmy w stanie dotrzeć pieszo z dwoma wózkami, pomiędzy śniadaniem a obiadem.

Jak widać, dzieje się. Wczoraj nawet Tata znów wybrał się na targi mieszkaniowe. Wrażenie jest takie, że tym razem wystawców było więcej, choć kilku deweloperów, którzy byli obecni na poprzedniej edycji, tym razem nie dało rady przybyć. Po raz kolejny mieliśmy możliwość poznania naszej zdolności kredytowej, która tym razem waha się w okolicy 350000 złotych. Wiemy już, że jest możliwość skredytowania nie tylko zakupu nieruchomości, ale także jej wykończenie. Niestety, w przypadku "Rodziny...", nadal obowiązuje limit, co oznacza, że wykończenie można skredytować pod warunkiem, że deweloperowi zapłacimy odpowiednio mniej za mieszkanie.

A deweloperów na targach było sporo. Oferta bogata i zróżnicowana podobnie jak ceny. Każdy znajdzie coś dla siebie. Można mieć mieszkanie z balkonem wiszącym nad dwupasmówką, albo z możliwością zaglądania do garnków sąsiadom w wielkopłytowcu na przeciwko ewentualnie apartament z widokiem na Wawel z siedemdziesięciometrowym tarasem, otoczony lasem, na malinowo-wrzosowym wzgórzu pod dębem. Podsumowując, znów mamy parę kilo makulatury, kilka propozycji do odrzucenia (o przepraszam - rozpatrzenia), adresy, telefony i mętny obraz rynku nieruchomości.

Tak, czy inaczej, w najbliższym tygodniu planujemy odwiedzić jeszcze jakieś mieszkanie. I chyba czas poważniej podejść do banków. Zakasujemy, zakasane już rękawy jeszcze wyżej, prostujemy plecy przygniecione ciężarem codziennych niebanalnych obowiązków związanych z posiadaniem dwójki dzieci, i z nadzieją patrzymy w przyszłość. Patrzymy, patrzymy i chyba gdzieś tam, na linii gdzie niebo łączy się z ziemią, popularnie nazywanej horyzontem, dostrzegamy ledwie widoczny, rozmazany, przysłonięty przez przedstawicieli deweloperów i banków, kształt, który już teraz można rozpoznać jako drzwi. Tak! To są drzwi. Drzwi antywłamaniowe, z wizjerem, w kolorze mahoniu. I wiemy, to już nie przeczucie, że te właśnie drzwi prowadzą do naszego wymarzonego mieszkania.

Dobrze, że całe to zamieszanie sprawia nam przyjemność, bo gdybyśmy mieli do tego podchodzić nerwowo, to mogłoby się to źle skończyć.

wtorek, 17 marca 2009

Pierwsze koty za płoty

W miniony weekend wybraliśmy się całą Rodzinką na oglądanie mieszkań. Tak, udało się. Przezwyciężyliśmy wewnętrzne opory i zmęczenie. Zapakowaliśmy się do naszego autka wraz z kompletem wózków i nieodłączną torbą pieluch. Wybraliśmy sobie jedno z nowo powstałych osiedli jako cel i ruszyliśmy w drogę. Pogoda nieomalże wiosenna, ciepłe słonko i uśmiechy na twarzach. Jednym słowem sielanka.


Mieszkania - jak to mieszkania. Niezbyt ich dużo, bo tylko dwa, ale pozwala to na mówienie o nich w liczbie mnogiej. Ściany, podłogi, okna. Tak jak na projektach, ale bardziej rzeczywiste i na wyciągnięcie ręki. Tak naprawdę najistotniejsze okazało się to, co poza mieszkaniami. Czyli widok z okna - czyste powietrze jak również otwarte przestrzenie. A przy dobrej widoczności, podobno można zobaczyć Tatry. Reszta nie była zaskoczeniem.

Zwiedzanie zajęło nam chyba z 10 minut. Nie jest łatwo oglądać mieszkania z małym dzieckiem na ręku, goniąc za większym dzieckiem, uważając aby nie dotknąć czegoś, co jeszcze nie służy do dotykania. Dlatego, zapobiegawczo, uzbroiliśmy się w aparat fotograficzny. Mamy teraz ładny zestawik zdjęć. Mimo, że w całym tym zamieszaniu Tata zapomniał sfotografować kuchnię, to i tak polecamy tę metodę. To znaczy metodę z robieniem zdjęć mieszkaniom, a nie metodę z nie robieniem zdjęć kuchniom.

Teraz spędzamy całe dnie na poszukiwaniu kolejnego lokum do obejrzenia. Nie chodzi o to, że te były złe. To znaczy, jedno było złe, ale drugie całkiem, całkiem. Tak, czy inaczej, chodzi o to, że to nie jest idealne osiedle. I dużą rolę odgrywa tu fakt, że do centrum miasta prowadzi zaledwie 9 kilometrów jednopasmowej drogi, wzdłuż której w przeciągu ostatnich pięciu lat powstała całkiem spora i bardzo przeludniona dzielnica. Efekt jest taki, że ci, co nie zdążą wyjechać z osiedla do pracy przed piątą rano, mogą się nie trudzić i przy najbliższej okazji zawrócić. Jest wtedy szansa, że wrócą do domu na Teleexpress.

Tak więc, my oglądamy zdjęcia i szukamy interesujących ofert, a tymczasem kolejne banki dołączają do programu "Rodzina na swoim". Alior Bank, Getin Bank oraz Pekao Bank Hipoteczny podpisały umowę z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Już od kwietnia będzie można za ich pośrednictwem uzyskać kredyt z dopłatami.

Mamy mieszane uczucia, jeżeli chodzi o popularność tego programu. Z jednej strony, wiadomo, pozwala zaoszczędzić trochę pieniędzy na odsetkach. Jednak z drugiej strony może spowodować, że ceny mieszkań nie spadną na skutek kryzysu do takich poziomów, do których mogłyby. Deweloperzy prawdopodobnie pogodzą się niedługo z faktem, że nie uda im się sprzedać mieszkań, bez obniżania cen. Ten proces już widać. Jednak, dla wielu z nich minimalnym poziomem, do którego będą skłonni zejść może być właśnie średni wskaźnik przeliczeniowego kosztu odtworzenia jednego metra kwadratowego powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych na danym obszarze. I może się tak zdarzyć, że uczepią się tych liczb, tak jak my teraz się ich czepiamy. A prawda jest taka, że te liczby nie są małe. Wystarczy przypomnieć sobie ceny mieszkań sprzed bańki spekulacyjnej - czyli jakichś pięciu lat. Czas pokaże jak się zachowają ceny. My nie rezygnujemy z naszego celu:
W tym roku kupujemy mieszkanie.


Życzymy Wam powodzenia w realizacji Waszych planów. Nie zrażajcie się, jeżeli nie możecie pochwalić się jeszcze żadnymi postępami. My mieliśmy ten problem, przytłaczała nas myśl, że nic się nie dzieje, że czas płynie a plan jak był, tak jest tylko na papierze, ale się nie poddaliśmy. Czasem po prostu jest łatwiej, a czasem trudniej. Wystarczy poczekać na taki dzień, gdy świeci słońce a uśmiech na twarzy gości mimo kupy w pieluszce.

piątek, 27 lutego 2009

Rynek pierwotny czy rynek wtórny?

Oba rodzaje mieszkań wystawianych na sprzedaż mają swoje zady i walety. Popatrzmy najpierw, w czym mieszkanie używane jest lepsze od nowego. Do tej pory rynek pierwotny kojarzył się z koniecznością kupowania mieszkań w fazie planowania całej inwestycji przez dewelopera. Na skutek boomu mieszkaniowego w poprzednich latach, dziury w ziemi sprzedawały się niczym świeże bułeczki. Deweloperzy nie nadążali z zaspokajaniem gigantycznego popytu. Mieszkanie z rynku wtórnego miało tę zasadniczą przewagę, że przed jego zakupem można było się po nim przespacerować. Czasy trochę się zmieniły. Dziś można nabyć nowe mieszkania, które są w wybudowanych już budynkach. Ponadto na rynek, co prawda wtórny, ciągle trafiają mieszkania nigdy nie zamieszkałe, kupione w celach inwestycyjnych ale właściwie nowe.

Innym kryterium wyboru jest cena. Mogłoby się zdawać, że tak, jak w przypadku samochodu, czym mieszkanie starsze, tym tańsze. Tymczasem na cenę mieszkania ma wpływ tak wiele czynników, że wiek nie jest aż tak istotny. Prawda jest taka, że na naszym dziwnym, niejednorodnym rynku mieszkaniowym targanym skrajnościami, zdarzają się sytuacje, gdy kilkunastoletnie mieszkania są droższe niż mieszkania prosto spod kielni. Czasem rzeczywiście lepiej jest kupić mieszkanie wybudowane kilka lat temu, bo inwestycje w najbliższej okolicy są już dawno zakończone, otaczająca infrastruktura miała już czas aby powstać i nawet trochę się zadomowić. W sytuacji, gdy wprowadzamy się do mieszkania w nowo wybudowanym bloku albo jeszcze gorzej na nowo powstającym osiedlu, trzeba się liczyć z tym, że prace budowlane w najbliższej okolicy potrwają od kilku miesięcy do nawet kilku lat. Często trzeba poczekać na powstanie drogi dojazdowej, chodników. Nie licząc sąsiadów, którzy tak jak my zabierają się za urządzanie, meblowanie, wiercenie, piłowanie w celu upiększenia szarych ścian kupionych od dewelopera.

Innym aspektem jest to, jak się będziemy czuć w mieszkaniu, w którym ktoś mieszkał przed nami. Na pewno mamy jakieś wyobrażenie o tym, jak nasze idealne gniazdko powinno wyglądać, a jeżeli poprzedni właściciele pozostawili po sobie płytki w kolorze szaroniebieskim, wywołującym mdłości, lub szpitalno-zielone tapety na ścianach? Mieszkanie można od razu zakwalifikować do generalnego remontu. Nawet, jeżeli jesteśmy w stanie zaakceptować kolory ścian i stan podłogi, to jeszcze pozostaje jakieś takie dziwne uczucie w tej nienowej wannie... Po prostu nie każdy lubi używane rzeczy. Co innego nowe mieszkanko, najlepiej w standardzie deweloperskim, które od początku możemy urządzić po swojemu i czuć się w nim niemal swojsko. Niemal, bo przecież najczęściej ono nie należy do nas tylko do banku.

Przeglądaliśmy ogłoszenia w internecie i naprawdę można znaleźć mieszkania kilkuletnie w znakomitych lokalizacjach, gdzie pewne jest, że za oknem nie powstanie za kilka lat dziesięciopiętrowy biurowiec, gdzie 200 metrów dalej jest park,mieszkanie, które być może wymagałoby drobnej ingerencji dekoratora wnętrz. Niestety tego typu mieszkania z przyczyn oczywistych są dość drogie. A pamiętać należy, że przy kupnie mieszkania na rynku wtórnym konieczne jest jeszcze zapłacenie podatku od czynności cywilno-prawnych w wysokości 2% wartości transakcji.

Jest jeszcze coś, co w naszym przypadku przemawia przeciwko mieszkaniom używanym. Trwają pracę nad "poprawieniem" naszego ulubionego programu rządowego. Według nowego prawa z dopłat mogliby korzystać tylko ci, którzy kupiliby nowe mieszkanie lub dom. Zdaniem poprawiaczy możliwości budżetu są skromne, a korzyści z transakcji na rynku wtórnym - stosunkowo niewielkie.

Dlatego w naszych poszukiwaniach idealnego miejsca do spędzenia życia, a przynajmniej jakiejś jego części, rozglądamy się głównie po rynku pierwotnym. Choć, oczywiście, nie pogardzimy używaną okazją, jeżeli się taka trafi.

A jakie są Wasze wymagania? Zgodzilibyście się mieszkać w mieszkaniu, gdzie ktoś przed Wami hodował trzy labradory, regularnie co miesiąc zalewał wodą całe mieszkanie, popełnił morderstwo albo samobójstwo? A może wolicie nowe mieszkanko, w nowo powstałej dzielnicy, gdzie jest tylko jedna wąska droga dojazdowa do centrum, najbliższe przedszkole znajduje się w innej części miasta, park jest jeden i służy głównie do wyprowadzania psów, nie ma jeszcze chodników, a otoczenie łudząco przypomina scenografię pewnego popularnego, starego dość, komediowego, serialu telewizyjnego?

piątek, 20 lutego 2009

Pierwsze targi cz. 2

Dziś część druga opowieści o mojej wizycie na Krakowskiej Giełdzie Domów i Mieszkań. W pierwszej części opisałem doświadczenia z wystawiającymi się tam bankami. Tym razem parę słów o deweloperach.
Od razu zaznaczam, że bliżej zainteresowałem się tylko tymi firmami, które mają w swojej ofercie mieszkania idealne. Dla tych, którzy nie wiedzą czym charakteryzuje się mieszkanie idealne, prezentujemy nasz pogląd na tę kwestię.

Idealne mieszkanie:
  • metraż - minimum 55 m2, maksimum 75 m2 (o ile chcemy skorzystać z programu "Rodzina na swoim" - a chcemy),
  • pokoje - minimum trzy, jasne, nieprzechodnie, z jasną kuchnią, ewentualnie z aneksem kuchennym,
  • cena - zdeterminowana przez "Rodzinę..." - na dzień dzisiejszy poniżej pięciu tysięcy za metr,
  • lokalizacja - raczej południowy Kraków (ewentualnie blisko centrum), z pięknym widokiem z okna (np. na Tatry), niedaleko park, przedszkole, basen, centrum handlowe (ewentualnie mniejszy sklep), filharmonia (ewentualnie kino), park rozrywki (Disneyland, Legoland itp),
  • piętro - wyższe, parter odpada,
  • inne - loggia (ostatecznie balkon), piwnica, miejsce garażowe,

Na początek tyle. W szczególnych przypadkach możemy lekko poluzować niektóre punkty. Jeżeli znajdzie się kilka mieszkań, spełniających nasze oczekiwania, będziemy zmuszeni te punkty doprecyzować.

Mając powyższą listę w głowie wędrowałem od stoiska do stoiska przepytując panie i panów stojących lub siedzących za stolikami lub kontuarami. Na blatach najczęściej piętrzyły się stosy folderów, ulotek, planów, skserowanych kartek i cukierków, a za paniami i panami, na tekturowych ściankach wisiały wizualizacje domów i osiedli, a w niektórych przypadkach nawet zdjęcia placów budów.

Poniżej przedstawiam listę tych inwestycji, w których były dostępne mieszkania choć trochę przypominające nasze idealne mieszkanie. Jednym z warunków znalezienia się na tej liście jest niska cena mieszkania. W wielu wypadkach zadowalająca była twierdząca odpowiedź przedstawiciela firmy na pytanie o możliwość negocjacji. Tabelka zawiera przykładowe mieszkanie z danej inwestycji oraz jego cenę za metr.

Deweloper strona Nazwa inwestycji metry cena za metr
PRZ Kraków S.A. http://www.prz.com.pl Osiedle mieszkaniowe 61,3 7732
Euro-Invest Deweloperhttp://euro-invest.info.pl Krowodrza 58,29 6200
Twój domhttp://dom-bud.pl 29 Listopada 64,5 5750
Twój dom http://dom-bud.pl Bohomolca/Jancarza 65,43 6200
Awim http://awim.krakow.pl Ukryte Pragnienia 71,97 7490
Fronton http://fronton.pl Centrum Ruczaju 65,68 5900
Polimex http://polimex.krakow.pl Apartamenty Kliny 65,98 7400
Polimex http://polimex.krakow.pl Wielicka Park 59,91 7500
Multidom http://www.multidom.com.pl Nad Potokiem 63,95 6239
Instal Krakow http://osiedlesliczna.pl Osiedle śliczna 58,4 6164
Budopol http://budopol.pl Pod Kopcem 62,95 6500
Pasternik http://pasternik.krakow.pl Zielona Dzielnica 62,27 7082
Nordic House http://nordic-house.pl Nordic House 64,3 6741
Start http://start.com.pl Osiedle Słoneczne Wzgórze 51,6 6890
Start http://start.com.pl Pszenna 5 55,21 6900
Solinvest http://polanaborkowska.pl Polana borkowska 66,33 5134
Gant http://gant.pl Pod Fortem 63,54 4973
Wawel Service http://taniemieszkania.pl Millenia Fort 71,94 4980
Univers http://univers-krakow.pl Za Fortem 59,54 5300
Univers http://univers-krakow.pl Zielony Ruczaj 69,9 6200
Inter-Bud http://mieszkania.inter-bud.pl Bobrzyńskiego 62,8 6955
Proins http://proins.pl Rydlówka 68 6600



Kolejność jest przypadkowa i wynika bezpośrednio z kolejności w jakiej ulotki reklamowe poszczególnych deweloperów ułożyły się w plecaku. Jak widać, ceny są zróżnicowane. Dobrze rokuje fakt, że znalazło się kilka firm, które ustaliły ceny mieszkań na poziomie akceptowalnym z punktu widzenia naszego ulubionego programu rządowego. Choć z drugiej strony może to źle świadczyć o jakości mieszkań, których deweloper próbuje się "na siłę" pozbywać. Wszak powszechnie wiadomo, że to co tańsze to gorsze (choć funkcjonują równie powszechne odstępstwa od tej reguły).

Średnia cen to 6400, ale zdecydowana większość firm jest chętna do negocjacji. Standard wykończenia najczęściej tak zwany "stan deweloperski", który charakteryzuje się brakiem wszystkiego. Czasem dostępna jest komórka lokatorska, rzadko bezpłatna. Natomiast miejsca postojowe dla samochodów na podziemnym parkingu, lub pod chmurką w cenie wielokrotnie przekraczającej wartość naszego samochodu.

Ogólny wniosek, po spędzeniu kilku godzin na targach, jest taki, że mieszkania są, nie bójmy się wielkich słów, "do wyboru do koloru". Zdecydowana większość stoi już wybudowana a ceny są negocjowalne. W jednym przypadku pani nawet zdradziła że cenę można obniżyć o 7%. Nic tylko jeździć po lokalizacjach i przebierać. I tym właśnie zajmę się w niedługim czasie.

Co prawda plan był taki, że wykorzystam w tym celu urlop na okoliczność narodzin Córeczki, ale muszę szczerze przyznać, że urlop pomału ma się ku końcowi a ja wcale nie mam ochoty na spotkanie z jakimkolwiek sprzedawcą. Muszę zwalczyć tę wewnętrzną blokadę i lenistwo. Mam nadzieję, że będziecie mi dopingować.

Wracając do wystawców, jeżeli chcecie więcej szczegółów odnośnie oferty deweloperskiej i bankowej to nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was na kolejną edycję giełdy, która będzie miała miejsce już w marcu. Osobiście wyniosłem z tych targów sporo. Dokładniej, jakieś dwa i pół kilo makulatury, parę długopisów, smycz, kalendarz. Naoglądałem się zdjęć, wizualizacji i planów i objadłem się cukierkami. Myślę, że teraz jestem gotowy, aby odwiedzić jakieś mieszkanie. Jak tylko się na to zdecyduję, opiszę dla Was tę przygodę.

poniedziałek, 16 lutego 2009

Pierwsze targi cz. 1

No dobra. To nie były pierwsze targi mieszkaniowe, na których byłem. Ale pierwsze w trakcie realizacji naszego celu. Konkretnie była to, organizowana przez Stowarzyszenie Budowniczych Domów i Mieszkań, Krakowska Giełda Domów i Mieszkań.

Tak! Krakowska! Wiemy, że niektórzy z Was mogą być zaskoczeni, bo wprost nie informowaliśmy o tym jeszcze na blogu. Aby formalnościom stało się za dość: mieszkanie, które kupimy będzie w Krakowie. Nie w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Katowicach, Bielsku, Iławie, Pszczynie (tak, tak, mieliśmy takie pomysły) ani nawet nie w Tychach (wiem, że trudno w to uwierzyć ale na taki pomysł też wpadliśmy).

To Kraków stanowi centrum naszego życia.

Notabene ostatnio składaliśmy takie właśnie oświadczenie w Urzędzie Miasta Krakowa, Wydziale Świadczeń Socjalnych, gdzie oddawaliśmy wniosek o przyznanie ogólnopolskiego oraz gminnego (za to między innymi lubimy Kraków) becikowego z okazji narodzin Córki.

Ale wracając do tematu. Tym razem trafiłem na 65-tą edycję targów, która odbywała się w dniach 7-8 lutego, sam bo Mama jest teraz bardzo zajęta dużo ważniejszymi sprawami. Obejrzałem sobie 61 wystawców, przy czym zaskoczyła mnie mała ilość banków wśród nich. Chyba pierwszy raz na oczy, poza gazetami, zobaczyłem że dzieje się coś złego na rynku kredytów hipotecznych. Z tego co pamiętam na poprzedniej tego typu imprezie, na której byłem 3 lata temu, banków było kilkanaście. Tym razem widziałem dwa. Przy czym w PKO BP nie działał system komputerowy i nie za wiele się dowiedziałem. Natomiast Dominet chętnie da nam kredyt na 40 lat, w złotówkach z oprocentowaniem 5,49%. Miła pani wyliczyła nam zdolność kredytową dla rat równych do kwoty 430 tysięcy a przy ratach malejących 336 tysięcy. Dla przykładowego kredytu o wartości 320 tysięcy rata równa wychodzi 1648 zł miesięcznie. Jeżeli brakuje wkładu własnego, oprocentowanie jest podniesione o jeden procent, do momentu spłacenia odpowiedniej ilości kapitału, więc wszystkie wcześniejsze obliczenia biorą w łeb.

Z ciekawości zapytałem, czy i kiedy Dominet przystąpi do rządowego programu Rodzina na swoim. Pani poinformowała, że takie rozmowy mają miejsce, ale żadnych konkretów nie zna, jednak na wypadek gdyby jakieś poznała, wzięła ode mnie dane kontaktowe i obiecała dać znać, jak tylko takowe się pojawią.

Banki generalnie nie dopisały i uczucie niedosytu pozostało. Trochę lepiej wygląda sytuacja z mieszkaniami. Ale o tym w następnym odcinku. Pod warunkiem, że odkopiemy się z tej góry pieluch a Starszy Brat - Małe Tornado - da nam chwilę wytchnienia.

sobota, 7 lutego 2009

Długi spacer

Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię spacerować. Może to dlatego, że kto nie ma w głowie, ten ma w nogach... W każdym bądź razie przedkładam spacer nad przejażdżkę. No chyba, że przejażdżkę rowerową. Jeździć na rowerze też lubię. Ale nie o tym chciałem.

Spacery lubię do tego stopnia, że zamiast jechać autobusem do sklepu, wolę te 4 kilometry przejść na piechotę. Dla niektórych moje zachowanie, może być niezrozumiałe. Dlatego, pod naporem pytań "a dlaczego?", zostałem zmuszony do poszukania jakichś racjonalnych przyczyn, dla których spacer miałby być lepszy od jazdy autobusem.

Nawiasem mówiąc moje uwielbienie pieszego trybu życia jest tak duże, że do tej pory nie zdecydowałem się nawet na próbę zdobycia uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych, innych niż wspomniany rower.

Wracając do racjonalnych przyczyn.
  1. Spacer jest dobry dla zdrowia. Osobiście nie ćwiczę fizycznie zbyt wiele. Owszem, mam plan uczęszczania na basen, ale, jak każdy plan, wymaga on jeszcze postępowania zgodnie z nim, a o to już trochę trudniej. W związku z brakiem regularnych ćwiczeń ruchowych, przejście paru kilometrów raz na jakiś czas można uznać za próbę podtrzymywania swojego zdrowia na jakimś znośnym poziomie. A jeżeli do tego dorzucimy kilkanaście kilogramów zakupów niesionych najczęściej w plecaku, można całe to przedsięwzięcie podciągnąć pod próbę uprawiania swego rodzaju sportu wytrzymałościowego. Czyli zamiast kisić się w samochodzie lub autobusie - plecak na plecy i w drogę.

  2. Spacer jest tańszy niż inne formy podróżowania. Koszt przejazdu autobusem do i z hipermarketu powoduje, że cała ta podróż traci sens. Bo przecież do hipermarketu wybieram się po to, żeby było taniej. Jeżeli za transport mam zapłacić dodatkowe 5 złotych od osoby, to wolałbym zrobić te zakupy w pobliskim sklepie osiedlowym. Oczywiście jazda samochodem nie jest już tak droga, szczególnie jeżeli na zakupy wybieramy się całą rodziną. Ale po pierwsze, prawa jazdy nie posiadam a po drugie Mama, która prawo jazdy posiada, posiada też naszą córkę kurczowo uczepioną jej frontu, co znacznie ogranicza jej (Mamy a nie Córki) możliwości poruszania się w ogóle, a samochodem w szczególności.

  3. Spacer daje czas na przemyślenia. Szczególnie jeżeli jest to samotny spacer. W takim przypadku myśli mogą wreszcie swobodnie obijać się po głowie. Wpadać, wypadać, napływać, odpływać. Na co dzień rzadko mają taką okazję.

  4. Spacer pozwala uwolnić się od rozkładu jazdy. Nie trzeba wychodzić o konkretnej godzinie, nie trzeba podróżować ustaloną trasą, nie trzeba stać i czekać. I często może się zdarzyć, że spacer zajmie mniej więcej tyle samo czasu co podróż komunikacją miejską uwzględniając czas oczekiwania na przystankach.

Oczywiście są też wady spacerowania. Pogoda, która może mieć dość istotny wpływ na kierunek naszego spaceru, lub nawet na dalsze jego trwanie. Czasem droga do przebycia jest zbyt długa, aby porywać się na nią z nogami. Poza tym, nie każdy lubi spacerować. Co prawda spacer jest dobry, jeżeli nigdzie się nam nie spieszy, ale jeżeli jest ktoś, kto na nas czeka, może się okazać, że jemu się właśnie spieszy. A najgorsze, że dowiemy się o tym dopiero, kiedy już zakończymy spacer.

Ale jaki związek może mieć spacerowanie z szukaniem mieszkania? Po tym dość przydługim wprowadzeniu przechodzę do sedna.

Dziś była piękna wiosenna pogoda. Tak - nie pomyliłem się! Jest luty, ale na zewnątrz ani śladu śniegu, termometr w cieniu wskazywał 10 stopni, w słońcu jakieś 18. W powietrzu znów pojawiły się zapachy, a wśród drzew dało się słyszeć ptaki. Wymarzona pogoda na spacer. Ponieważ miałem zrobić różnego rodzaju zakupy dla Mamy wijącej gniazdo, znalazłem się w pewnej chwili dość daleko od domu ze wspomnianym wcześniej plecakiem wypełnionym po brzegi. Niewiele się zastanawiając ominąłem szerokim łukiem przystanek autobusowy i dziarskim krokiem skierowałem się w stronę domu. Dzięki temu, że trasa nie była wyznaczona i narzucona w żaden sposób pozwoliłem swoim stopom na pełną swobodę. Nie uwierzycie jakie było moje zdumienie, gdy już po kilkuset metrach mym oczom ukazał się słup. Słupa zapewne bym nie zauważył jadąc autobusem i będąc pogrążonym w siódmej części "Harry'ego Potter'a", a tym bardziej siedząc w szybko mknącym samochodzie. A dzięki zaufaniu do własnych stóp znalazłem się oko w oko z nim. Ze słupem ogłoszeniowym.

Aby już naprawdę dalej nie przedłużać napiszę tylko, że dzięki temu słupowi dowiedziałem się jak spędzę jutrzejszy dzień - na targach mieszkaniowych.

Tak, właśnie tak. Znalazłem ogłoszenie o tym na zwykłym słupie. Co więcej w dalszej drodze trafiłem na jeszcze kilka słupów, z których dwa poinformowały mnie o ciekawych promocjach cenowych mieszkań (www.4950m2.pl, mojem2.com).

Dlatego pamiętajcie, że w życiu ważnie jest stwarzanie okazji. Okazje są dobre. Zróbcie czasem coś na przekór swoim nawykom i zamiast wsiąść do samochodu czy autobusu, spróbujcie przejść się po okolicy. Może znajdziecie dzięki temu okazję. A jak Wam się uda, to pochwalcie się w komentarzach na dole.

A jutro - Targi.



sobota, 31 stycznia 2009

Street View w Polsce

Każdy zapewne widział mapy satelitarne świata, które upublicznia Google. Natomiast nie każdy wie, że Google ma jeszcze coś takiego jak Street View. Czym jest Street View? Jest to zbiór milionów zdjęć, lecz tym razem nie satelitranych a takich zwyczajnych, które są zrobione na ulicach całego świata. Zdjęcia te są publikowane w ten sposób, że możemy sobie urządzać wirtualnie spacery np. po moście Golden Gate, Times Square oraz po wielu innych lokalizacjach w miastach Ameryki, Australii, Japonii czy Europy.

Niestety, jeżeli chodzi o tę ostatnią, to mimo, że możemy przy pomocy Google oglądać rzymskie Koloseum, lub paryską Wieżę Eiffel'a, to już widoku polskich miast w ramach Street View nie uświadczymy.

Ale, co Google jeszcze się nie udało, to udało się pewnej rumuńskiej firmie. Pod adresem www.norc.pl mamy możliwość pospacerować sobie po czterech miastach Polski. Wrażenia są niesamowite, szczególnie jeżeli jesteśmy w stanie zajrzeć na ulice, które znamy na co dzień. My wypatrzyliśmy nasz samochód stojący pod oknem. Zdjęcia są w miarę aktualne - wyglądają na zeszłoroczne lato. Próbowaliśmy określić dokładnie, który to był dzień, ale to ciężka sprawa. Może Wam się uda.

Całe to Street View, to niby taka ciekawostka, ale może się też okazać przydatnym narzędziem dla kogoś poszukującego mieszkania. Pod warunkiem, że szuka go w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu bądź Poznaniu, bo na razie tylko te miasta są tu prezentowane. Przyda się, jeżeli chcemy sprawdzić jak w letni dzień wygląda okolica nieruchomości którą jesteśmy zainteresowani. A przy odrobinie szczęścia można obejrzeć nawet samą nieruchomość i to pod różnymi kątami. Ponadto warto sprawdzić dokładnie jak tam dojechać, bo samo "palcem po mapie" może w niektórych sytuacjach nie wystarczyć.

Po tym jak już obejrzeliśmy zdjęcia naszej okolicy, kilka miejsc wartych obejrzenia, oraz wielu miejsc nie wartych zachodu, sprawdziliśmy też drogę na oddział położniczy. Tak na wszelki wypadek. Bo jeszcze nie znamy dnia ani godziny.




piątek, 23 stycznia 2009

Rozeznanie na rynku nieruchomości

W tym roku hitem będzie "Kredyt z dopłatą". To bardzo interesująca dla nas propozycja. Na pewno weźmiemy taką opcję pod rozwagę, o ile ceny mieszkań w naszym mieście osiągną przewidziany w ustawie, jak na razie ciągle jeszcze wysoki, pułap. Ale widać światło w tunelu. Jeżeli przepowiednie się spełnią, "Rodzina na swoim" wchodzi do gry.

Niestety, w dalszym ciągu, nie dość, że mieszkania są dość drogie, to jeszcze trudno pożyczyć na mieszkanie. Na całą sprawę patrzymy jednak optymistycznie. Czekamy aż sytuacja na rynku kredytów się uspokoi i wtedy wkraczamy do akcji. Poza tym cały czas przed nami bardzo prawdopodobne obniżki stóp procentowych - a nie wykluczamy kredytu w złotówkach.

Na wypadek, gdyby wszystkie nasze nadzieje zawiodły, mamy jeszcze wsparcie pana Pawlaka, który deklaruje, że Państwo pożyczy na wkład.

Tak, czy inaczej, zabieramy się na poważnie za tworzenie planu. Decyzję przekuwamy w cel:
W tym roku kupujemy mieszkanie.

Jak mamy cel, to będzie nam łatwiej. Sami spróbujcie. Mając jasny, klarowny cel, najlepiej opisany jednym zdaniem, automatycznie lżej się oddycha. Nie ma już domysłów, zmian, niedopowiedzeń. Teraz już wiadomo, o co chodzi.

Zatem mamy cel. Teraz pracujemy nad planem, aby ten cel osiągnąć. Dziś prezentujemy pierwszy punkt planu. Roboczo nazywamy go "Rozeznaniem na rynku nieruchomości". Już w lutym (a może jeszcze w styczniu - zależy to od naszej Córki), gdy będę w stanie wygospodarować trochę wolnego czasu w ciągu dnia, wykonam kilkanaście/kilkadziesiąt telefonów do różnych deweloperów/pośredników. Zamierzamy zorientować się, jak tak naprawdę wygląda sytuacja na rynku nieruchomości. Nie można się opierać jedynie na rewelacjach opisywanych przez gazety lub czasopisma. Mamy nadzieję, że w rezultacie tych telefonów będziemy mieć szansę przyjrzeć się z bliska kilku inwestycjom. Nie chodzi oczywiście o podpisywanie od razu umów. Raczej o rekonesans i nabycie doświadczenia w rozmowach z "ludźmi z branży". Nie nastawiając się na nic i nie będąc pod presją łatwiej rozmawiać o konkretach.

Wynik tego rozeznania oczywiście opublikujemy na blogu. Tymczasem, w następnych odcinkach zaprezentujemy kolejne punkty planu. O ile zdążymy je wymyślić.